Wyróżnij się lub zgiń!

 

Idę o zakład, że hasło: “wyróżnij się lub zgiń!” nie jest Ci obce. Hasło to, to jedna z kluczowych zasad  marketingu. Kiedy mamy tak stworzony koncept zdania >>albo-albo<<  wiadomo, że opcje wyboru są dwie, a autor nie bierze jeńców. Albo się wyróżnisz, albo kaplica. No cóż. Łatwiej napisać – trudniej zrobić. 

 

Wszystko zaczęło się od Jack’a Trout’a nieżyjącego już autora książki “Differentiate or die!” (polski tytuł: “Wyróżniaj się lub zgiń!”). Ten teoretyk i praktyk marketingu, w swojej pracy zawodowej skoncentrowany na tematach związanych z marką i barndingiem, nazywał rzeczy po imieniu nie pozostawiając cienia wątpliwości. Podtytuł polskiego wydania brzmi: “Jak przetrwać w erze morderczej konkurencji?”. W prostym przełożeniu znaczy to tyle, co: w biznesie jest ciężko – przecinek – możesz umrzeć. Mój człowiek.

Książka ukazała się w 2000 roku i do dziś jest kluczową pozycją każdego marketingowca. Zanim zaczniesz przeczesywać internetowe księgarnie w poszukiwaniu egzemplarza – ostudzę Twój zapał. Po pierwsze wszystkie nakłady wyprzedane, pod drugie używki chodzą w necie w kosmicznych cenach, a sama książka (choć nie traci na aktualności) nie jest warta wydania kilkuset złotych. Rozwiązanie? Najbliższa biblioteka miejska, regał: marketing, biznes, ekonomia. Doładnie tak zdobyłam tego świętego Graala marketingu. Nie, że zwinęłam. Wypożyczyłam, przeczytałam, zrobiłam notatki.  Przeczytać warto polecam – marketingowiec z pewnością musi – ale bez takich cenowych szaleństw. Gdybym miała tu sprowadzić Ci całą tę pozycję do jednego zdania napisałabym, że chodzi tu o pozycjonowanie (choć oczywiście –  nie wyłącznie).

 

Pozycjonowanie – co to jest?

Jack Trout w 1969 roku po raz pierwszy użył hasła >>pozycjonowanie << na opis działań rynkowych związanych z konkurencją. Dobra teraz z polskiego na nasze.

Jest rynek, jesteś na nim Ty, ale jest też konkurencja, żeby się wyróżnić musisz wiedzieć, co konkurencja robi, jak działa, jak się promuje, jak sprzedaje, jakie ma taktyki i jaką komunikację marki. Co więcej musisz to ciągle aktualizować i znów wracać do swojej koncepcji działań. Ta koncepcja działań ma Cię doprowadzić do pewnej pozycji. No! I jesteśmy w domu. 

Przejdźmy do definicji – będzie krótko – obiecuję.

  • “Pozycjonowanie” to działanie w marketingu związane z kształtowaniem oferty i wizerunku produktu, marki lub firmy, kreujące taki ich obraz wśród nabywców, który będzie się wyróżniał na tle produktów, marek czy firm konkurencyjnych”.
     Tyle WIKIPEDIA*

Tak wiem, mnie też łapią skurcze, kiedy czytam takie definicje. Na czymś jednak musimy się oprzeć.

 

Jak się odróżnić od konkurencji, czyli dobrze spozycjonować?

Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że to gruba strategiczna robota. Ale ta robota jest wykonywana przez ludzi, więc skoro ktoś może, to Ty też! Najważniejsze, żeby w ogóle mieć świadomość, że to jest potrzebne. To pierwszy krok.  Każdy kolejny, nawet jeśli będzie obarczony licznymi błędami, to dla Ciebie gotowy materiał, by iść w górę i uczyć się znajdywania własnych ścieżek.

Zakładam, że nie masz na koncie kilkudziesięciu tysięcy złotych na zatrudnienie agencji strategicznej, więc nie pozostaje Ci nic innego, jak tylko radzić  sobie w ramach tych zasobów jakie masz. Na początek – musi wystarczyć. Ważne! Rób. Próbuj. Działaj. Nie czekaj na lepszy moment. Najlepszy z najlepszych momentów –  jest właśnie teraz. Zaczynając  teraz –  już jutro możesz mieć pierwsze wnioski, czy to dobry kierunek działań, czy też nie.

Jeśli masz internet – a masz, bo czytasz ten wpis – to znaczy, że spora część wiedzy na temat Twojej konkurencji jest dostępna dla Ciebie na wyciągnięcie ręki. Wybierz trzech, czterech konkurentów z Twojej branży a potem przeleć sto ostatnich wpisów w mediach społecznościowych. Zapisuj wszystko, co Ci się rzuci w oczy.

  • kolory
  • hasła
  • produkty
  • rodzaj komunikacji
  • wykorzystywane formaty
  • promocje
  • lokalizację
  • jakość
  • cenę
  • i wiele, wiele innych zmiennych, które tylko wpadną Ci do głowy.

A teraz zrób wszystko na odwrót! Jeśli oni drogo – to Ty tanio, jeśli oni w czerni wejdź w żółty, jeśli oni cisną w statyczne posty grafika + tekst (to są formaty) idź w dynamiczne wideo i wszystko, co może poruszyć się na ekranie komórki.

…albo zrób lepiej niż oni! Jeśli oni drogo – dwukrotnie podnieś ceny, bądź jeszcze droższy, jeśli oni z piórkiem w dupie – wsadź sobie w cztery litery pawi ogon i machaj nim podczas transmisji LIVE,  jeśli oni na bogato i wszystko kapie złotem, Ty dodaj do tego brylanty.

Czy to zadziała? Pewnie! Przecież wyróżnisz się na tle konkurencji!

Ale momencik, czy Ty na tym na pewno zarobisz?

Jest tylko jedna osoba, która może odpowiedzieć na to pytanie. Ty.
Zanim cokolwiek zrobisz musisz to wszystko wcześniej policzyć. To Twój biznes i Twoja zyskowność.

W kolejnych wpisach blogowych, oraz w kolejnych odcinkach na moim kanale YouTube omawiam pojedyncze narzędzia lub zasady marketingu. Rzadko kiedy zdarza się tak, że pojedyncze narzędzie działa liniowo, czyli tu naciskam przycisk, a winda sprzedaży jedzie w górę. Zazwyczaj trzeba trochę bardziej pogłówkować. Ale już ten pierwszy krok, krok w którym zorientujesz się w parametrach, wspomnianych powyżej da Ci sporo do myślenia. Obiecuję.

Jako strateżka zawsze zaczynam od… finansów i budżetu firmy (lub marki). Sprawdzam koszty. Może okazać się, że zbytnie uproszczenie: “oni drogo – to ja tanio”, doprowadzi Cię do bankructwa, podobnie jak: “oni tanio – to ja drogo”. W tym ostatnim przypadku jeśli nie zbudujesz odpowiedniej wartości postrzeganiej Twój odbiorca nie pokona progu cenowego i w ostatecznym rozrachunku zamiast wysokiej zyskowności zyskasz.. figę z makiem.

Popatrzmy na kolejny przykład. “Oni w czerni – Ty ciśniesz w żółty”. Zanim rzucisz się na taki zabieg i wydasz krocie na dobrze skrojoną NOWĄ wizualizację Twojej firmy czy marki, warto zastanowić się jakimi kolorami posługuje się cała branża i czy to nie ma przypadkiem jakiegoś głębszego uzasadnienia. Osobiście odradzałabym Ci pójście w jaskrawą żółć,  czerwień w odcieniach karminu, lub łagodny błękit nawet wtedy, gdy nazwa Twojej firmy z tym koresponduje. Przykład nazwy:  “Eden”.
Małymi literami na szyldzie:  “Twój dom pogrzebowy!”

Co jest najważniejsze przy pozycjonowaniu?

Najważniejsza jest świadomość, że konkurencja już wykorzystuje pewne narzędzia i ma swoją identyfikację marki (kolory itd), jeśli będziesz taki/taka jak oni i/lub taki/taka jak wszyscy inni – zlejesz się z tłem bez szans na zauważenie. To ten moment,  kiedy nie możesz się przebić ze sprzedażą poza grupę swoich znajomych i kilku przypadkowych klientów. Wyróżnienie musi być na tyle znaczące, żęby wbić się do percepcji odbiorcy i zakorzenić w nim na dobre. Tak jak wizerunek wikinga, który widzisz na otwierającym ten wpis zdjęciu. Kompletnie nie ma on nic wspólnego z prawdziwym wizerunkiem wikinga – ale się wbił – i działa. Marketing to nie jest walka na jakość produktów, tylko na percepcję.

Jednak  wyróżnienie musi pociągać za sobą spójną strategię działania. Spójną czyli przemyślaną. Warto o tym pomyśleć zanim znowu spodoba Ci się marketingowy tip (porada) na instagramowej karuzeli w stylu: “wystarczy, że dodasz kolorową ramkę”. Nie dziw się, gdy z dnia na dzień zamiast spektakularnych efektów uzyskasz efekt zagubienia w gazylionie kolorowych ramek. Czas na smutną prawdę – powiem to prosto i wprost jak lekarz – instaporady są dla radzącego, nie dla Ciebie. Gdyby marketing dało się zamknąć w 3 zdaniach… you know.

O zależnościach budowania wyróżniającego sie wizerunku więcej w kolejnym odcinku #Prosto_O_Marketingu – zapraszam!

 

PREMIERA TEGO ODCINKA JUŻ 8 WRZEŚNIA.

 

BJ

ps.

Dodaj mój kanał do swoich subskrypcji i kliknij ikonę dzwonka, żeby widzieć wszystkie powiadomienia o kolejnych filmach.

(żródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pozycjonowanie_(marketing))

 

 

La Gosh My Passion, czyli Izabela Jagosz. Dzierga swetry na drutach i jest niekwestionowaną królową tego fachu nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Niespełna 4 lata temu powiedziała stanowcze „NIE” wizerunkowi kniterki dorabiającej po nocach jedynie na waciki. Społeczność, którą stworzyła na Facebooku, Instagramie i YouTubie, liczy łącznie kilkadziesiąt tysięcy fanów. Wykonane przez Izę swetry kiedyś można było kupić jako pojedyncze egzemplarze w jej internetowym butiku. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Iza stworzyła prawdziwe perpetuum mobile w kniterskim wydaniu.  Mniej więcej co dwa tygodnie na stronie www.lgmp.pl  pojawia się nowy (jak zawsze zjawiskowy) projekt do samodzielnego wykonania, sygnowany marką LGMP. Takich projektów jest już ponad sto, a skorzystało z nich kilkadziesiąt tysięcy osób. Gdy na Instagramie wpiszesz w lupce te cztery litery „LGMP”, Twoim oczom ukażą się tysiące zdjęć dziergających kobiet w projektach Izy Jagosz. W styczniu 2022 roku La Gosh My Pasion poszerzyła swoją działalność o własny magazyn włóczek. Amatorki i amatorzy oczek prawych i lewych znajdą tam zarówno sprowadzane na specjalne zamówienie włóczki z całego świata, jak i skręcane już na miejscu wyjątkowe sploty do projektowanych przez Izę swetrów. Miałam to wyjątkowe szczęście poznać La Gosh osobiście. Jest tytanem pracy, planowania i strategicznego myślenia. Swoje imperium budowała z ogromną determinacją i zaangażowaniem. Kiedy potrzebuję przegadać trudne firmowe tematy, wiem, że mogę do niej dzwonić o każdej porze dnia i nocy, a udzielane przez nią rady są zawsze z najwyższej półki. 

GraMiro, czyli Grażyna Mirowska. Kamienie naturalne nie mają przed nią tajemnic. Wisiory, w których się specjalizuje Grażyna, wykonywane metodą witrażową, są jej symbolem i znakiem rozpoznawczym. Hipnotyzują swoim pięknem i nietuzinkowym zestawieniem współpracujących ze sobą energii. GraMiro to początkowo historia taka jak wiele innych w internecie. Grażyna ma pasję, lubi kamienie i czuje, że to jej ścieżka. Pracuje na etacie i równocześnie dorabia. Tak na waciki. Mogłaby zatrzymać się właśnie na tym etapie i w ten sposób dołączyć do rzeszy rękodzielniczek pod hashtagiem #kobiecybiznes. Grażyna jednak idzie swoją ścieżką. Kiedy się poznałyśmy, połączyło nas podobne poczucie humoru i bezsporny fakt, że obie nie wierzymy w ZUS. Założyła działalność nierejestrowaną, potem już normalną JDG. Stopniowo budowała rozpoznawalną markę, która dziś pozwala jej nie martwić się o zarobki na emeryturze. W internecie GraMiro znajdziecie na FB, Instagramie oraz na stronie internetowej www.gramiro.com. Polecam śledzić każdy jej wpis, zwłaszcza gdy chcecie upolować jeden z jej wisiorów. Słowo „upolować” jest tutaj kluczowe. Od kilku lat wszystkie wisiory Grażyny schodzą po prostu na pniu. Najdłuższy czas, jaki zaobserwowałam od momentu publikacji zdjęcia prezentującego wisior do momentu jego zakupu, to 12 minut. Jeśli ktoś dziś chciałby zaobserwować kulturalne i dyplomatyczne, ale jednak awanturowanie się w kolejce oczekujących, to z pewnością fanpage Grażyny jest tego najlepszym przykładem.

 

Szeptucha z Bieszczad, czyli Monika Patrycja Patkowska. Ta młodsza ode mnie o ponad dekadę dziewczyna też poszła pod prąd. Zostawiła wszystko i wyjechała w Bieszczady, by tam robić to, co kocha i do czego ma rodzinne powołanie. Jest szeptuchą. Poza sesjami energetycznymi, duchowym doradztwem i prowadzeniem liczącej kilkadziesiąt tysięcy fanów społeczności Monika zajmuje się również produkcją świec z ekologicznego wosku pszczelego, ceramiką i ziołami. Cyklicznie wydaje kalendarz szeptuchy, w którym dzieli się przemyśleniami na temat życia, ludzi i świata zwierząt. I choć Monika jest delikatną, wręcz eteryczną kobietą, jako przedsiębiorczyni nie ma sobie równych. Początkowo nie było jej łatwo. Społeczne przywiązanie do wizerunku szeptuchy – kobiety starej, najlepiej zgarbionej i obowiązkowo bez wykształcenia – było tak silną kotwicą, że jedyne, co ją spotykało w sieci, to uśmieszki, docinki i wyrazy szczerego powątpiewania. Szeptucha przecież turla jajka nad głową klienta, wyrywa pióra z kupra czarnego koguta, pali je ciemną nocą nad zatrutym stawem, a małe dzieci w pełnię owija pajęczyną. Tymczasem Monika skończyła szkołę oficerską we Wrocławiu, jest certyfikowanym coachem, aktualnie kończy studia z psychologii. Certyfikaty i dyplomy wieńczące kolejne etapy jej edukacji idą w setki. Wiek też nie licuje z zawodem szeptuchy, a jednak Monika Patrycja Patkowska połączyła wiarę w sens tego, co robi, z determinacją przedsiębiorców na poziomie wysokiego C. Prowadzi firmę, jest płatniczką VAT-u, uważnie dobiera podwykonawców i realizuje plany, które założyła. Obie mamy do siebie prywatne numery telefonów, żeby mieć szybki kontakt, a jednak z każdym kolejnym kwartałem coraz trudniej jest dodzwonić się do Moniki. To jedna ze zmiennych charakteryzująca dobrze rozwijający się biznes usługowy. Wracają nie tylko zadowoleni klienci, ale i nowi z polecenia tych, którzy już skorzystali z usług Moniki. Skutecznie udało jej się przełamać wizerunek szeptuchy.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Bądźmy w kontakcie - czyli, co Cię mogło ominąć?

Nie lubisz mediów społecznościowych i jesteś w nich okazjonalnie, a może boisz się, że coś mogło Cię ominąć?  RAZ W TYGODNIU prześlę Ci najważniejsze informacje o nowych wpisach na blogu, nowych odcinkach na YouTube oraz o wszystkim, co warto przeczytać lub zobaczyć. To tu dostaniesz kody rabatowe i linki do moich partnerów, z którymi podjęłam współpracę. Niektóre z tych linków to mogą być linki afiliacyjne - kiedy coś od nich kupisz - ja też zarabiam, ale nie ma to wpływu na Twoją cenę. Ponieważ uczę transparentności - chciałam Ci o tym powiedzieć. Newsletter przychodzi w poniedziałki.